Jestem Niradhara

z Kobiernic koło Bielska-Białej.

Na tym blogu liczę kilometry outdoorowe przejechane
od 1 stycznia 2009 r.
Do dziś uzbierałam ich 18017.23,
w tym 803.10 w terenie.

Więcej o mnie.



  • baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl
  • button stats bikestats.pl
  • button stats bikestats.pl

  • Moje rowery




  • free counters

    Przedborski Park Krajobrazowy

    d a n e w y j a z d u Długość trasy:87.62 km W terenie:18.00 km W pionie:557 m
    Sobota, 5 maja 2012 | dodano: 08.05.2012 | Komentarze(10)


    Po wczorajszym prysznicu buty nie zdążyły jeszcze wyschnąć. Dla mnie i dla Piotrka to nie problem, mamy inne na zmianę, ale Jacek musi owinąć nogi woreczkami foliowymi. Na szczęście słońce grzeje coraz mocniej i jest szansa na wyschnięcie w czasie jazdy.



    Znające doskonale te tereny Jacek podjął się roli przewodnika po Przedborskim Parku Krajobrazowym. Zaczynamy od rezerwatu Murawy Dobromierskie. Piękne krajobrazy, słońce, śpiew ptaków i zapach kwitnących drzew sprawiają, że jazda jest prawdziwą przyjemnością.

    Murawy Dobromierskie © niradhara


    studiowanie mapy © niradhara


    architektura zrujnowana © niradhara


    Jacek prowadzi nas bocznymi asfaltowymi drogami, gdzie widok samochodu jest rzadkością lub romantycznymi dróżkami leśnymi. Tak docieramy do rezerwatu Piskorzeniec. Miejsce niezwykle urokliwe, aż dziw bierze, że nie ma tu tłumu turystów.

    takie drogi lubię © niradhara


    rezerwat Piskorzeniec © niradhara


    staw Piskorzeniec © niradhara


    urokliwe miejsce © niradhara


    jeden z wielu przydrożnych krzyży © niradhara


    Tuż obok przepływa Czarna Włoszczowska. I ot niespodzianka jak w ruskim cyrku – był most i nie ma mostu. Trudno, trzeba wybrać inną drogę.

    Czarna Włoszczowska © niradhara


    tu czas stanął w miejscu © niradhara


    wyścig z traktorem © niradhara


    widoczek z drogi © niradhara


    Dojeżdżamy do Żeleźnicy. Tereny wokół niej należały niegdyś do Puszczy Nadpilickiej. Była to kraina lesista, podmokła, oblana wodami rzeki i do dziś zachowane bory przypominają dawną puszczę. Polował tu często król Kazimierz Wielki. W „Kronice” Jana z Czarnkowa możemy znaleźć taki zapis:

    Roku Pańskiego 1370, miesiąca września, dnia ósmego, który był dniem Narodzenie Najświętszej Marii Panny, gdy tak często wzmiankowany najjaśniejszy król Kazimierz bawił na dworze Przedbórz, przezeń na nowo razem z miastem założonym, a przepięknie i zbytkownie urządzonym, chciał, jak to było w jego zwyczaju, iść na łowy jeleni. Gdy już jego wóz królewski był przygotowany i król chciał wsiadać do niego, niektórzy z wiernych radzili mu, aby ten dzień jechania na łowy zaniechał. Zgadzając się na to, król zamierzał już był pozostać, atoli któryś niecnota podszepnął mu parę słów o jakiejś - ja podobniej do prawdy sądzą - zabawie, wskutek czego król, nie zważając na rozsądną radę, wsiadał na wóz i pospieszył do lasu na łowy. Tam nazajutrz goniąc jelenia, gdy się koń pod nim przewrócił, spadł z niego i otrzymał niemałą ranę w lewą goleń...

    Kiedy po sześciu wiekach otworzono grobowiec królewski w katedrze wawelskiej, stwierdzono prawdziwość zapisu kronikarza o złamaniu nogi.

    miejsce wypadku © niradhara


    Było trochę historii Polski, pora na egzotykę. Jacek pokazuje nam Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki Dojo w Starej Wsi. Niewątpliwe ciekawe miejsce. Największe wrażenie robią jednak na mnie ceny ;-)

    Dojo w Starej Wsi © niradhara


    Od jakiegoś czasu napęd w rowerze Jacka wydaje dziwne piszczące odgłosy, jakby groził, że w każdej chwili może się rozsypać. Zmusza nas to do zmiany planów. Jacek proponuje przejazd na skróty, przez Fajną Rybę. Wydawałoby się, że to dziwna nazwa dla wzgórza, ale ilość i głębokość zagradzających nam drogę kałuż wskazują, iż jest to nadzwyczaj przyjazne dla ryb środowisko ;-)

    uważaj złotko, żeby nie wpaść w błotko ;-) © niradhara


    Niestety, żadnej nie udało nam się złapać. Po dotarciu do asfaltu nadchodzi chwila rozstania – Jacek udaje się do domu (ma przed sobą jeszcze ponad sto kilometrów), a my jedziemy do Bąkowej Góry, by zobaczyć znajdujące się tam ruiny zamku i dworek.

    w stronę Przedbórza © niradhara


    widoczek z drogi © niradhara


    ruiny zamku w Bąkowej Górze © niradhara


    ktoś mnie obserwuje © niradhara


    dworek w Bąkowej Górze © niradhara


    Tereny Przedborskiego Parku Krajobrazowego zauroczyły mnie. Dziękuję Ci, Jacku, że zechciałeś je nam pokazać :-)



    Kategoria: Integracja BS, wycieczki z campingów, zamki, pałace, dwory
    Zapraszam do komentowania wpisu :)


    czasem słońce czasem deszcz

    d a n e w y j a z d u Długość trasy:107.78 km W terenie:24.00 km W pionie:434 m
    Piątek, 4 maja 2012 | dodano: 07.05.2012 | Komentarze(11)


    Było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel …. A właściwie to troje Kajman, Jasiep46 i ja. Wstaliśmy rano z mocnym postanowieniem wykręcenia setki. Korzystając z otrzymanej od harcerzy ulotki z zaznaczonymi lokalnymi zabytkami, szybko opracowałam trasę.



    Na niebie słońce, w powietrzu zapach bzu. Jest cudnie! Docieramy do Kurzelowa, gdzie znajduje się gotycka kolegiata pw. Wniebowzięcia NMP z 1360 roku i drewniana kaplica cmentarna św. Anny z XVII wieku. Oczywiście obie zamknięte na głucho, możemy je pooglądać jedynie z zewnątrz.

    kapliczka cmentarna w Kurzelowie © niradhara


    Jedziemy dalej. W Maluszynie zatrzymujemy się, by zobaczyć pozostałości po zburzonym w 1945 roku pałacu i kościół parafialny pw. św. Mikołaja. Nagle dzwoni telefon. To Yacek. Okazuje się, że siedzi właśnie na campingu pod naszą przyczepą. Umawiamy się w Wielgomłynach.

    pałac w Maluszynie © niradhara


    kościół w maluszynie © niradhara


    W Wielgomłynach zatrzymujemy się pod zabytkowym zespołem klasztornym paulinów. W kościele odbywa się właśnie msza żałobna i nie wypada robić zdjęć. Szkoda.

    zespół klasztorny w Wielgomłynach © niradhara


    Dzwonię do Jacka. Jest jeszcze kawałek drogi za nami, zmieniamy więc planowane miejsce spotkania i wyruszamy dalej. W Niedośpielinie zatrzymujemy się przy drewnianym kościele parafialnym pw. św. Katarzyny i Wojciecha. Niestety zamknięty. Irytujące, bo w drewnianych kościołach zazwyczaj najciekawsze są wnętrza. Zaczynam się zastanawiać z jakich funduszy remontuje się stare kościółki. Jeśli dokłada do tego państwo (czyli m.in. ja – podatnik) to należałoby sobie chyba życzyć, żeby takie zabytkowe obiekty były udostępniane do zwiedzania, a nie służyły wyłącznie do celów kultowych.

    kościół w Niedośpielinie © niradhara


    Jacek dogania nas w Kobielach Wielkich. Ma już za sobą ponad setkę. Jestem wzruszona, że chce jeszcze pełnić funkcję przewodnika po okolicy. Zna ją dobrze, bo stąd właśnie pochodzi jego rodzina.

    Jacek nas dogonił © niradhara


    kościół w Kobielach Wielkich © niradhara


    tu stał dom, w którym urodził się Reymont © niradhara


    bez komentarza © niradhara


    Jacek kocha polne i leśne drogi. Wjeżdżamy więc w teren.

    pustka rozległych pół © niradhara


    kraina wiatraków © niradhara


    Imponujących zabytków brak, ale zawsze można wypatrzeć taką ciekawostkę jak stary piec wapienniczy.

    piec wapienniczy © niradhara


    Już jakiś czas temu niebo nad nami zasnuły czarne chmury. Zaczyna kropić, przybliżają się odgłosy burzy. Postanawiamy wracać na kamping. Aby ominąć ruchliwą krajówkę decydujemy się na boczne drogi i … grzęźniemy w piachu. Żebyśmy mieli co wspominać, deszcz przybiera na sile. Woda chlupie w butach, a tempo jazdy żółwie. Wreszcie poddajemy się i wracamy na krajówkę… Byle szybciej do suchego miejsca.

    I na koniec zrobiona mi przez Jacka fotka. Wielkie dzięki za nią, Jacku. To jedyna pamiątka, wszak buty i ciuchy wyschły ;-)

    W deszczu © Yacek




    Kategoria: zamki, pałace, dwory, wycieczki z campingów, powyżej 100 km, Integracja BS, architektura drewniana
    Zapraszam do komentowania wpisu :)


    towarzysko

    d a n e w y j a z d u Długość trasy:16.83 km W terenie:5.00 km W pionie:- m
    Czwartek, 3 maja 2012 | dodano: 07.05.2012 | Komentarze(6)


    Najpiękniejszymi chwilami na zlotach karawaningowych są te spędzone przy gitarze. W końcu śpiewać każdy może i nawet nie próbuję opierać się takiej pokusie, choć wiem, że przeciągająca się długo w noc impreza uniemożliwi mi rowerowy wypad dnia następnego.



    jedziemy nad Pilicę © niradhara


    Pilica w całej krasie © niradhara


    Tak było i tym razem. Dopiero późnym popołudniem padło hasło wycieczki rowerowej nad Pilicę. Tam rozochoceni rowerzyści postanowili podjąć kolejne wyzwanie i wyruszyliśmy do Przedborza.

    Piotrek na czele peletonu © niradhara


    Miasteczko nie jest szczególnie imponujące. Jedynym godnym uwagi zabytkiem jest trzynastowieczny kościół św. Aleksego. A jednak ta wycieczka była znacząca, bo jedna z jej uczestniczek pobiła swój życiowy rekord i złapała rowerowego bakcyla. Gratuluję Jolu, tak trzymaj :-)

    przedborskie mury © niradhara


    kościół św. Aleksego © niradhara


    przedborski rynek © niradhara




    Kategoria: wycieczki z campingów
    Zapraszam do komentowania wpisu :)


    Najbardziej popularne fotki: