Karyntia - dzień 7
Początkowo jechaliśmy trasą znaną nam z poprzedniego dnia, dzięki czemu nie czuliśmy wewnętrznego przymusu, by zatrzymywać się co 100 metrów i robić zdjęcie. Nieznany etap wycieczki rozpoczął się od przejechania mostu na Drawie – górą śmigają sobie autka, a rowerzyści jadą dołem – w cieniu.

most na Drawie© niradhara
Trasa wiodła przez urocze wioski, był też jeden dość długi podjeździk. Wreszcie ujrzeliśmy jeziorko. Jest naprawdę piękne, a woda w nim czysta I ma niesamowity zielonkawy odcień.

jezioro Faakersee© niradhara

jezioro Faakersee© niradhara
Niestety, jak wszystkie piękne jeziorka w Austrii, ma tę drobną przywarę, że nie można w nim nawet nogi zamoczyć za darmo, bo cały brzeg jest zabudowany pensjonatami i campingami, zagrodzony, a plaże miejskie są płatne. Tu w dodatku wszędzie straszne tłumy ludzi i samochodów. Nie wiem, jak oni mogą wypoczywać w takich warunkach. Jedynie z przystani, gdzie wypożyczają elektryczne łódki można sobie z bliska popatrzeć na wodę. Tylko popatrzeć, bo obowiązuje zakaz kąpieli.

przystań na Faakersee© niradhara
Dalej pojechaliśmy ścieżką rowerową w kierunku Drabollach czyli wokół jeziora. Częściowo wiodła przez las, a częściowo asfaltem.

ścieżka rowerowa do Drabollach© niradhara

Piotrek pokonuje podjazd© niradhara
Po pokonaniu małego podjeździku znów zobaczyliśmy jeziorko, tym razem z górki.

lubię takie widoki© niradhara
Zaczyna się nasza powrotna droga – początkowo wzdłuż drugiej strony Drawy.

ścieżka rowerowa wzdłuż Drawy© niradhara
Po kilku kilometrach przez most powracamy na „naszą” stronę.

most na Drawie© niradhara

widok z mostu© niradhara
Słoneczko świeci pięknie, temperatura w cieniu przekracza 30 stopni i choć zabraliśmy ze sobą naprawdę znaczny zapas wody, nie zostało nam już ani kropli. Język robi się nieco sztywny, powoli rozpoczyna się proces mumifikacji, a sklepu z mineralną nie ma. Przy życiu utrzymuje nas tylko nadzieja na dotarcie do Johannis Quelle. Ach, jak woda może smakować!

Niradhara u wodopoju© niradhara
Napojeni, na luziku wracamy na camping, gdzie oczywiście czeka na nas zimne piwko. Przebieram się w kostium kąpielowy, by popływać dla ochłody w jeziorku.
A to fotka siateczki, którą na pamiątkę dzisiejszego wyjazdu słońce wypaliło mi na plecach :)

siateczka na plecach© niradhara